wtorek, 29 grudnia 2015

Rok 2016 już za moment. I niech moc będzie z Wami!

fot. kadr z filmu "Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy", mat. prasowe
Siedzę tak i patrzę w migający kursor. Miga i miga, a ja wciąż nie wiem, co mam dla Was napisać. Może dlatego, że po raz pierwszy coś, co pojawia się na tym blogu jest napisane świadomie i bez emocji. Emocji, które wcześniej albo próbowałam stłumić, albo za wszelką cenę chciałam je wyrzucić. W gruncie rzeczy każdy poprzedni wpis - chociaż w pełni szczery - był narracją nieco pogubionej w jakimś labiryncie dziewczyny.

I z jednej strony mogłabym tutaj pisać o silnych kobietach, o Marice, o walce ze smokami albo o tym, jak dobrze znam znaczenie kawałka "Mamma Mia" Eleny. Mogłabym też pisać o tym, że ludzie popełniają błędy wcale nie z powodu strachu i wątpliwości, lecz z braku podjętego ryzyka tudzież działania. Wystarczy mi jednak fakt, że się do nich nie zaliczam. Pomyślisz pewnie, że uważam się za nieomylną - skąd! Też popełniam błędy, ale przynajmniej walczę do końca, kiedy jest jeszcze szansa, by je naprawić. Niektórzy nie walczą wcale. Niektórzy po prostu tchórzą.

Byliście już na "Gwiezdnych wojnach"? Widzieliście "Przebudzenie mocy"? Jeżeli nie, polecam obejrzeć. I chociaż można mieć wiele zastrzeżeń do ostatniej części, to jedno jest pewne: niektóre drzwi trzeba zamknąć, by móc potem otworzyć nowe. Tego dowiecie się z filmu, a jeśli nie z filmu, to także z życia.

I kiedy mam podsumować ten rok, tak zupełnie dla siebie, to w gruncie rzeczy muszę przyznać, że jestem wdzięczna za wszystko, co mnie w nim spotkało. Nawet za te gorsze chwile (zwłaszcza w połowie roku), bo bez nich nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem teraz. I nie pisałabym teraz do Was. Bez nich nie byłoby tego bloga. Bez nich nie zachęcałabym Was do tego, by wierzyć w "carpe diem". Nie namawiałabym do tego, by doceniać każdą chwilę, bo nigdy nie wiadomo, jak długo będzie trwać. Może jeden dzień, może trzy miesiące, a może siedem lat?

W gruncie rzeczy czas nie ma znaczenia. Liczy się kaliber chwili i moc wypowiedzianych lub napisanych słów (bardzo podoba mi się zdanie Marii Peszek - zdanie, które odniosła do swojej najnowszej płyty, ale równie dobrze można je przełożyć na otaczającą rzeczywistość: "słowa mogą więcej niż naboje"). Wreszcie liczy się też prawdziwość przeżywania "teraz". Jeżeli nie grasz, nie udajesz, pozostajesz sobą, to nawet czując smak porażki, masz szansę wyjść z tej walki obronną ręką. Owszem, nie jest łatwo stawić czoła przeciwnościom albo jeszcze gorzej kłamstwom - ale przynajmniej wiem, że we wszystkim, co zrobiłam, co robię i co mogłam zrobić, dałam z siebie szczere 200 procent. A teraz po prostu idę dalej. Czekam  na nowy wschód słońca, najlepiej gdzieś w lecie na plaży w Meksyku. Łapię pozytyw, chwytam szczęście chwili i wiem, że "ważne są dni, których jeszcze nie znamy". Pamiętajcie o tym w roku 2016. I mimo wszystko bądźcie po prostu sobą! Taki banał, a tak często zdarza się o tym zapominać...




Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy, jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych?
Odpowiedź jest jedna: Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy

środa, 23 grudnia 2015

Z okazji świąt życzę...

fot. freeimages.com
Wigilia to jeden z najbardziej magicznych dni w roku. Podobno nawet zwierzęta mówią wtedy ludzkim głosem. Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia mam dla Czytelników bloga Podróże bez planu życzenia. Staram się nie wrzucać na bloga banałów, a więc i życzenia będą niecodzienne. Za to jak najbardziej szczere. 

Życzę Wam...

ZDROWIA. Bo bez tego trudno jest realizować marzenia

DOBRYCH LUDZI WOKÓŁ. Takich, którzy będą przy Was, kiedy będzie Wam smutno i źle i takich, którzy podwoją Wasz optymizm, kiedy serce będzie skakać z radości.

PRZYJACIÓŁ, którzy pościelą Wam łóżko po trudnym dniu, włączą dobrą komedię, rozśmieszą i będą z Wami przenosić góry. Ludzi, którzy akceptują Wasze słabości

MIŁOŚCI. Tej prawdziwej. Nie tej na piśmie, nie tej ze zdjęć, nie tej, po której zostają tylko puste słowa. Tej bezwarunkowej, popartej czynami

WIARY W SIEBIE. Przyda się, gdy trzeba będzie udowodnić, że niemożliwe w rzeczywistości jest możliwe

ODWAGI. Byś nigdy nie zwątpił(a), że to, co robisz, ma sens. 

PASJI. Bo tylko dzięki niej odnajdziesz samego siebie.

A na koniec życzę Wam jeszcze jednego - by każdy nowy dzień 2016 roku przynosił Wam zen zamiast sinusoidy. A jeśli nawet znajdziecie na drodze nieprzewidziane przeszkody, nie poddawajcie się. Walczcie, dopóki jest o co walczyć. A potem z pokorą przyjmujcie to, co przynosi los. Zamykajcie rozdziały po to, by móc otworzyć nowe. I pamiętajcie, że po każdej burzy przychodzi tęcza. Świat jest piękny, trzeba tylko to zauważyć i uwierzyć :) I to nie jest żaden motywacyjny przekaz. To prawda, której doświadczyłam na sobie. Przed sobą mam ogromną paletę barw i możliwości. Dzisiaj to dostrzegam. To, co z pozoru wydaje się "końcem wszystkiego", w gruncie rzeczy otwiera przed Wami ocean nowych możliwości. Nie bójcie się zamoczyć w nim stóp :)






Pięknych Świąt! Przesyłam moc uśmiechów i ściskam.

Arwena






piątek, 11 grudnia 2015

WrocLove. To tu jest najpiękniejszy jarmark bożonarodzeniowy

fot. freeimages.com
Był taki czas, kiedy włóczyłam się ulicami Wrocławia i wszystko wyglądało inaczej, bo piękniej. Kwiaty na placu Solnym, Ratuszowy zegar. Taka zwykła, szara codzienność zaczęła nabierać kolorów. Pewnie też przechodzisz codziennie koło tych samych miejsc, ale nie zwracasz na nie uwagi. Bo w gruncie rzeczy to po prostu codzienna droga na uczelnię czy do pracy. Problem polega na tym, że to nie jest nic zwykłego. Tyle tylko że Ty nie dostrzegasz tego, co niezwykłe.


BO TO, CO MASZ, DOCENIASZ DOPIERO WTEDY, GDY TO TRACISZ. ALBO... GDY ISTNIEJE RYZYKO, ŻE TO STRACISZ...


Pewnie wyda Wam się to śmieszne, ale nigdy wcześniej nie cieszył mnie fakt, że sprzątam we własnym mieszkaniu. Teraz cieszą mnie drobne rzeczy. Niestety dostrzegłam je dopiero w dniu, kiedy zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nie ma nic pewnego i że nie da się niczego zaplanować. Po prostu się nie da. I kiedy w lipcu zakładałam bloga Podróże bez planu miałam wrażenie, że to wiem. W końcu chodziło o podróże bez planu. Wiecie - Przystanek Woodstock, wypad do Berlina, regularne wyjazdy do stolicy itd. Ale była to tylko iluzja. Ludzie mają tendencję do wmawiania sobie, że panują nad wszystkim, nawet gdy sytuacja wymyka im się spod kontroli. Po prostu przenoszą punkt zaczepienia zamiast ten punkt zaczepienia odkryć w sobie.

Jakiś czas temu czytałam o słynnym jarmarku w Dreźnie. Chciałam pojechać do Drezna, zobaczyć ten tradycyjny Weihnachtsmarkt. Chętnie napiszę Wam o nim kiedyś na blogu. Ale nie dzisiaj, nie w tym roku. Bo nie to jest moim priorytetem. Dzisiaj przechadzam się pośród stoisk wrocławskiego jarmarku bożonarodzeniowego i cieszę się, że zamiast krakowskich obwarzanków i Lajkonika  mam oscypki, konfitury z malin i widok na pomnik Aleksandra Fredry.

Doceniajcie każdą chwile, łapcie zen zamiast czekać, aż sinusoida pójdzie w górę. Tego Wam życzę na święta i cały kolejny rok. Carpe diem.



Wiem, co ogranicza mnie. Nikt inny, tylko ja. [...] Wszystko to, co przegapione, odnajdę w sobie

Girls in Motion 



środa, 25 listopada 2015

Tego nie wiecie o mężczyznach, czyli 8 cech nieidealnej księżniczki



Prawdopodobnie nie napisałabym tego tekstu, gdyby nie jedna anonimowa wiadomość, która wytrąciła mnie trochę z równowagi. Nie lubię anonimów. Wolę hejting, bo na hejting się już uodporniłam. Często jedno łączy się z drugim, ale to jeszcze inna para kaloszy. Tymczasem nie o mowie nienawiści będzie w tym poście, a o nieidealnych kobietach. Panowie, możecie się wypowiedzieć w komentarzach. Byle bez plucia jadem.

Ostatni post (zobacz też: Tego nie wiecie o kobietach, czyli 8 cech nieidealnego faceta) cieszył się ogromnym powodzeniem. Mało tego, dostałam od Was sporo pozytywnego odzewu, to bardzo motywuje do dalszego pisania. Nawet jeśli nie zawsze są to teksty na tematy podróżnicze. Kończy się rok, ja chcę go spuentować pozytywnym akcentem i chyba każdemu przyda się na ten czas duża dawka motywacji i próby zrozumienia. Bo większość błędów w relacjach interpersonalnych polega właśnie na braku chęci do komunikowania się (i nie chodzi wcale o czatowanie na Facebooku) lub też braku woli zrozumienia drugiej osoby (w celu pogłębienia tematu polecam książkę "Relacje interpersonalne. Proces porozumiewania się" - ogromne tomiszcze, dobrze znane studentom socjologii i psychologii). A teraz do meritum. Będzie o księżniczkach i dziewczynkach z zapałkami.

Oto 8 cech nieidealnych kobiet:

1. Lubimy dużo dawać od siebie

Dla nas jest to normalne. Mało tego, nie oczekujemy prawie niczego w zamian. No, może poza dobrym słowem, szacunkiem, komplementami, okazywaniem troski, czułości, byciem tu i teraz, Waszym uśmiechem i błyskiem w oczach. I czasem my, kobiety, chcemy Was uszczęśliwiać po to, żeby ten błysk widzieć jeszcze częściej. Dlatego przygotowujemy Wasze ulubione potrawy, kupujemy niezdrowe parówki i majonez, a potem na siłę wciskamy Wam truskawki albo winogrona, bo przecież tę niezdrową dietę trzeba czymś zbilansować. Gdyby zaszła konieczność, nauczyłybyśmy się 50 tys. znaków z alfabetu kanji, opanowałybyśmy cztery języki obce na poziomie B2 w ciągu zaledwie sześciu miesięcy, kupiłybyśmy Wam prezent-niespodziankę, jeśli akurat macie stresujący okres w pracy, stanęłybyśmy na rzęsach, zrobiły szpagat i wykonały niesamowite figury prosto od Anastasii Sokolovej. Gdyby to było możliwe, to może nawet przeniosłybyśmy Mount Everest do środkowej Afryki po to, żeby wspomóc tamtejszą gospodarkę.

Problem z dawaniem polega na tym, że czasem rozpędzamy się w tym jak Niki Lauda i to "dawanie" zaczyna przypominać nadopiekuńczość matki zamiast troskliwość partnerki. Naklejcie sobie na czole znak stopu, kiedy za bardzo zaczniemy emanować szlachetnością. Nie robimy Wam tego na złość, po prostu chcemy rozdawać szczęście. Czasem nawet za darmo. Albo po prostu powiedzcie nam wprost o tym, że właśnie zabrnęłyśmy za daleko.


2. Mamy swój własny język

Często mężczyźni zarzucają kobietom, że nie zwracamy się bezpośrednio, nie operujemy konkretami. Ale wystarczy, że wrócisz do punktu pierwszego i przekonasz się, że też pewnie nie zawsze masz odwagę powiedzieć wprost, co myślisz. Owszem, my kobiety mamy swój własny język, w którym "idź" znaczy "zostań", "wszystko w porządku" znaczy "nie jest dobrze", a "dam radę" to "właśnie walczę z własnymi demonami". Czasem też wolimy używać metafor, bo są wyraziste w przekazie, choć nie zawsze zrozumiałe. Podobnie jak ironia czy sarkazm. Tylko inteligentni ludzie rozumieją te środki przekazu.

3. Angażujemy się

To kolejny ogromny problem. Kobieta nieidealna zapewne ma już kilka rys, więc na początku boi się zaangażowania. Ale wy często tego właśnie oczekujecie. Mija trochę czasu i otwieramy nowy rozdział - ma być kolorowy i piękny jak w bajkach Walta Disneya. Nawet jeśli już dawno wyrosłyśmy już z marzeń o księciu na białym koniu. Tworzymy więc disneyowski świat, chwilami nawet czujemy się księżniczkami, bo przecież nas rozpieszczacie. I kiedy tęcza nad disneyowskim zamkiem się domyka, to wy nagle stwierdzacie, że wolicie jednak pooglądać horror. Po ciemku i w samotności. Wtedy Disney zapada w śpiączkę, a my same stajemy się bohaterkami jakiegoś innego horroru, bo mamy wtedy w głowie piekło.



4. Nie działamy z sensem

Trudno, żeby kobieta, która ma w głowie piekło, działała z sensem. To raczej stan, w którym rządzi brak logiki. Robimy milion irracjonalnych rzeczy, z których przynajmniej jednej (w najlepszym wypadku) będziemy gorzko żałować. Po jakimś czasie to piekło w głowie staje się czyśćcem i... znowu się angażujemy. Tyle że z nadzieją, że kolejny raz nie popełnimy tych samych błędów.

5. Jesteśmy naiwne... (i dobrze!)

... zdarza się, że predylekcja do popełniania błędów okazuje się chyba wrodzona. Ktoś kiedyś powiedział taki banał, że "nie wszyscy mężczyźni to dranie i nie wszystkie kobiety to szmaty". Wierzymy, że tak jest, że pośród przedstawicieli płci brzydkiej są ludzie naprawdę piękni. I tym pięknym warto zaufać.

6. Cenimy niezależność

Nie lubicie, kiedy Was kontrolujemy. Jeden z blogerów napisał kiedyś, że nie chce być z kimś całkowitym kosztem. Może się zdziwicie, ale my też nie. Mamy XXI wiek. Wiele spośród nas łączy życie prywatne z pracą w wymarzonym zawodzie. I nie chcemy z tego rezygnować. Wam też potrafimy dać przestrzeń niezależności. A jeśli czasem próbujemy Was zamknąć w klatce, to tylko dlatego, że - jak w pięknej piosence od Myslovitz - "kochamy na Was patrzeć".




7. Jesteśmy rycerzami

XX wiek wymusił na kobietach, by były silne. Gdyby spojrzeć na kontekst historyczny, to można by przypuszczać, że tę siłę wymusiły na nas pierwsza i druga wojna światowa. Na arenę wkroczyły również ruchy feministyczne. I dziś nawet te kobiety, które feministkami nie są (ja na przykład za feministkę się nie uważam) chcą czuć się spełnione (także zawodowo), silne i niezależne. Efekt jest taki, że przyjmujemy rolę rycerzy, chociaż pod twardą zbroją znajduje się dusza o kruchości wafla teatralnego (jeśli nie wiecie, jak bardzo kruchy jest wafel teatralny, zajrzyjcie tutaj). I walczymy. O pracę, marzenia i wiele innych rzeczy. Aż walka staje się tak wyczerpująca, że nie ma już ani rycerza, ani księżniczki. Jest za to dziewczynka z zapałkami i właśnie skończyły się zapałki. "Winter is coming", a dziewczynka bez zapałek nie ma się czym ogrzać. Teraz musi znowu uwierzyć, że może być księżniczką.

Kiedyś Marika podczas jednego z nagrań powiedziała, że niefeministyczne kobiety dobrze odnajdują się w świecie mężczyzn, ale są samotne ze swoją siłą. Podpiszę się pod tym zdaniem obiema rękami.Bo kobiety powinny odnajdywać siłę w sobie, nie zaś w czynnikach zewnętrznych.



8. Nie wyglądamy jak Sasha Grey, ale czujemy się dobrze w swojej skórze

Może dlatego tym nieidealnym księżniczkom nikt pomników nie będzie stawiał. Bo połączenie idealnie płaskiego brzucha i idealnie dużego biustu istnieje tylko w filmach porno.


środa, 18 listopada 2015

Tego nie wiecie o kobietach, czyli 8 cech nieidealnego faceta


fot. freeimages.com
Mam przed sobą takie wyzwanie - piszę artykuł o tym, kto rządzi w Internecie. A rządzą w nim YouTuberzy. Oznacza to mniej więcej, że z założeniem bloga spóźniłam się co najmniej o dekadę. Bo teraz zakłada się nie blogi, tylko vlogi. I kręci idiotyczne filmiki o cechach idealnego faceta.

Na różne artykuły trafiam, różne rzeczy czytam. Czasem to, co znajduję w Internecie, jest tak absurdalne, że zastanawiam się, czy wciąż żyję w tym samym wymiarze rzeczywistości. Weźmy na przykład psa, który sika, biegając na dwóch nogach. Albo kobietę, która biustem rozbija puszki po napojach.  Próbuję się wtedy uszczypnąć, a gdy okazuje się, że tak, to wciąż ta sama planeta, czuję głębokie rozczarowanie. Taki zawód, że ten świat czasami schodzi na psy. Że to nie niesie żadnej treści. A jeśli nawet czasem trafia się jakiś treściwy przekaz, to szybko okazuje się, że aż kipi hejtem. Bo ludzie wylewają w Internecie swoje frustracje zamiast pójść poćwiczyć na siłowni. Whatever.

Zaczynam pisać artykuł o Youtuberach i szukam w drugim po Facebooku pożeraczu czasu inspirujących vlogów. Bo takie istnieją. Krzysztof Gonciarz, Niekryty Krytyk, Łukasz Jakóbiak i parę innych. Ale kolega podpowiada mi: wpisz "8 cech idealnego faceta". Filmik zrobił furorę i zebrał sporo hejtów.

 Myślę sobie: Dobrze, obejrzę. Tym bardziej, że sama nie potrafiłabym nagrać takiego filmiku. I to nie dlatego, że nie mam odpowiedniego sprzętu i prezencji a la Natalia Siwiec. Po prostu uważam, że ideałów nie ma, a książęta na białych koniach istnieli tylko w baśniach Hansa Christiana Andersena. No, może jeszcze u braci Grimm.

 Ale skoro filmik na temat cech idealnego faceta robi taką furorę i ktoś chce to oglądać (ktoś, czyli jakieś 549 tys. internautów), to pomyślałam, że może warto napisać coś odwrotnego. Ja lubię czasem zrobić coś na odwrót. Tak niekonwencjalnie. Na przykład pojechać gdzieś z biletem w jedną stronę. Albo zrobić coś irracjonalnego tylko po to, żeby później tego żałować. Nie, ten wpis nie jest nagonką na Olfaktorię. To osiem cech nieidealnego faceta. I jeszcze raz powtórzmy: ideały nie istnieją. Bo czasem idealne jest to, co nie jest idealne.

1. Jest młodszy 

Psychologowie udowodnili, że kobiety szybciej dojrzewają emocjonalnie. Może to i prawda, ale od czasu studiów jestem zwolenniczką indywidualizmu. Jednym słowem: każdy ma inaczej. Przykład? Piqué i Shakira. Przyznam, że ostatnio skłaniam się do przekonania Rahima, jednego z polskich raperów, który twierdzi, że percepcja świata zmienia się po dokonaniu skoku w drugą ćwiarę. Coś w tym chyba jest. Poza tym jak już walnie w Ciebie strzała amora, to naprawdę wiek stanowi jakąś różnicę? Szczerze wątpię. Zacznie stanowić, jeżeli ten kilka lat młodszy facet powie Ci, że Twoją największą wadą jest wiek. Już lepiej mieć za małe cycki.

2. Nie jest wystarczająco ambitny

Może nie dorobił się lamborghini, nie posadził drzewa i nie ma domu z ogrodem, ale przynajmniej... ma na przykład dla Ciebie czas i akceptuje wszystkie Twoje niedoskonałości. I nie ucieka, kiedy tusz Ci się rozmaże, bo masz PMS i właśnie płaczesz.

3. Pracuje na etat

A co to za różnica? Może pracuje na etacie, ale robi to, co lubi. Każdy człowiek, bez względu na płeć, chce się czuć spełniony. A poczucie spełnienia można osiągnąć m.in. (a może przede wszystkim) poprzez realizację pasji i zainteresowań.

4. Zarabia średnią krajową

Nie każdy musi być Zuckerbergiem albo Jobsem. Są tacy, którzy szybko dorabiają się fortuny i równie szybko plajtują. No i co zrobisz, jak ten Twój idealny książę a la Zuckerberg splajtuje? Wsiądziesz na białego rumaka i pogalopujesz w poszukiwaniu następnego? Takie trochę słabe.

5. Jest źle wychowany

Kurczę, akurat tu się z Olfaktorią zgadzam: facet powinien być dobrze wychowany. Mieć klasę. Nawet jeśli nie jest idealny, to powinien Cię szanować. Bez szacunku i zdolności do kompromisów nie da się niczego budować. Może pomińmy ten punkt.

 6. Jest równie inteligentny

Jeśli idealny związek to taki, w którym kobieta z założenia ma być tą głupszą, to ja rezygnuję. Poza tym od kiedy w związkach robi się testy na to, kto ma wyższe IQ?

7. Obraża się... czasem

Jeśli go upokarzasz i mówisz mu, że jest głupi (chociaż nie jest, bo przecież ten idealny według Olfaktorii powinien być bardziej inteligentny niż kobieta - patrz punkt 6), to tak, powinien się obrazić. Bo skoro Ty oczekujesz szacunku (patrz punkt 5.), to też szanuj innych.

8. Może mieć zarost... albo brodę. 

No błagam. Założę się, że Olfaktoria nie ogląda "Wikingów". Zarost jest spoko. Broda też, dopóki on nie robi wrażenia a la Santa Claus.

Nieidealnych związków Wam życzę. Mężczyzn z niedoskonałościami. Niekoniecznie z sześciopakiem.


niedziela, 15 listopada 2015

Nie miej planu. Miej cel, czyli jak zostać aktorką pierwszoplanową [VOL. 3]

"Kopernik odkrył, że Ziemia kręci się wokół Słońca, nie wokół Ciebie". Słyszałam to zdanie kilkaset razy. I zdawało mi się, że rozumiem. Potakiwałam głową, odrzucając w teorii negatywny egoizm. Z praktyką było... trochę gorzej. Ale wówczas jeszcze nie miałam o tym pojęcia.

Wydawało mi się, że życie to podróż, którą można zorganizować według własnego scenariusza (lub planu).  I do jesieni tego roku żywiłam przekonanie, że mogę być jej reżyserem (czytaj: panem / albo raczej panią) swego losu. I chociaż nie jestem jak Krystyna Czubówna zodiakalnym Lwem, to mój sposób myślenia wyglądał mniej więcej tak:

Walczysz - Wygrywasz
Nie walczysz - Przegrywasz

Taki tok rozumowania oczywiście nie jest błędny. Błędne są jego założenia. Prawdą jest, że jeśli chcesz osiągnąć sukces w jakiejś dziedzinie, musisz najpierw odważyć się i spróbować. Słowem, zacząć działać. Jeśli nic nie robisz, siedzisz w bujanym fotelu i żonglujesz palcem po mapie, to raczej z góry jesteś skazany/skazana na porażkę. Gdzie zatem tkwi błąd? Spójrz, tak powinien wyglądać poprawny tok rozumowania:

Walczysz - Wygrywasz/ Przegrywasz
Nie walczysz  - Przegrywasz

Walka wcale nie oznacza wygranej. Oznacza jedynie to, że się starasz, że działasz i próbujesz, że na czymś Ci bardzo zależy. Ale Twoje starania też mają ograniczony zasięg. Tak jak telefon, któremu bateria pada akurat w momencie, kiedy pilnie potrzebujesz do kogoś zadzwonić.

Zobacz też: Nie miej planu. Miej cel... i marzenia. Trzy rzeczy, które pozwolą Ci je spełniać

Spuentujmy: Jeśli już zrobisz wszystko, co było do zrobienia, to powinieneś/powinnaś usiąść spokojnie i poczekać. Ja mówię po prostu: "zdać się na los". Najbardziej niesamowite jest to, że właśnie wtedy, kiedy już odpuszczałam, przestawałam oczekiwać czegokolwiek od życia, gotowa zaryzykować wszystko, zaczynały się dziać rzeczy, których bardzo pragnęłam.

Odpuszczanie nigdy nie było w moim stylu. Raczej byłam jak te lwice z filmów przyrodniczych czytanych kojącym głosem Krystyny Czubówny, gotowe zaatakować w trudnej sytuacji. I tak walczyłam: najpierw o czerwony pasek na świadectwie, o to, by dostać się na wymarzone studia (bo przecież o jedno miejsce bije się 25 osób), potem o wymarzoną pracę, o związek itd. itd. Tam, gdzie wszystko zależało ode mnie, wygrywałam. Ale nie zawsze wszystko zależało ode mnie. W końcu nadszedł taki smutny jesienny dzień, w którym zdałam sobie sprawę, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy i nie mam już siły dalej walczyć. Po prostu nie miałam już siły. I uświadomiłam sobie, że to nie tak: że nie jestem reżyserem tego filmu. Jestem tylko pierwszoplanową aktorką. Taką Audrey Hepburn, która nie ma wpływu na scenariusz, ale której głos się liczy. A głos Hepburn liczył się na tyle, że kiedy aktorka odrzuciła propozycję udziału w jednym z filmów Hitchcocka, ten odwołał wszystkie prace związane z projektem, bo nie zamierzał angażować do filmu nikogo innego poza nią. No więc czasami jestem taką Audrey Hepburn.

Najważniejszą rzeczą jest aby cieszyć się swoim życiem. Być szczęśliwym – tylko to się liczy
Audrey Hepburn

I kiedy coś nie szło według mojego scenariusza, czułam się przegrana. Z czasem te porażki okazywały się darem od losu. Są takie kobiety, które lubią walczyć i dawać dużo od siebie. To chyba wada wrodzona, bo pamiętam, jak w pierwszej klasie podstawówki wróciłam ze szkoły, a Mama zapytała mnie, czy zużyłam całe dwa nowe bloki techniczne. Z uśmiechem na twarzy odpowiedziałam, że bloki techniczne same się zużyły, bo większość koleżanek zapomniała wziąć kartek na technikę. Walczyłam tak i dawałam od pierwszej klasy szkoły podstawowej.

Czytaj również: Nie miej planu. Miej cel

A kiedy po dwudziestu latach wreszcie odpuściłam, szczęście czekało tuż za rogiem. Dzisiaj już nie trzymam się ściśle żadnego scenariusza ani planu. Nie mam nawet kalendarza. Ale już nie chcę walczyć, bo mnie to wykończyło, a co gorsza nadszarpnęło samopoczuciem i zdrowiem. Tak jak wyczerpały mnie uwagi dotyczące mojej pasji i zainteresowań. Uwagi na temat tego, że tatuaże są bez sensu, że mogłabym zarabiać kilka razy więcej, kupić inne buty, ubrać inną sukienkę i najlepiej pracować w innej branży. I zmienić akt urodzenia, bo 27 lat to fatalny wiek. Biorąc pod uwagę fakt, że w tym wieku można albo dołączyć do Klubu 27, w którym z otwartymi ramionami czekają na Ciebie Amy Winehouse i Kurt Cobain, albo się podnieść, to tak, to rzeczywiście fatalny wiek.

Tylko że gdyby było inaczej niż jest, nie byłabym sobą. Dzisiaj unikam ludzi z obsesyjnym pragnieniem sprawowania kontroli. Dzisiaj, tak jak Audrey, podnoszę się i cieszę się swoim życiem. I marzę już tylko o tym, żeby przenieść się nad morze, poczuć spokój i spojrzeć na horyzont. I nie chcę wcale wiedzieć, co znajduje się tuż za nim.


Pokój dla Paryża, pokój dla świata. Bądźmy solidarni, ale nie tylko na Facebooku

fot. freeimages.com
Nie zmieniłam zdjęcia profilowego na Facebooku. Nie napisałam na swojej facebookowej ścianie niczego, co świadczyłoby o tym, że solidaryzuję się z mieszkańcami Paryża. W social media pewnie powinnam zostać uznana za wyzutą z uczuć. Chociaż tak nie jest. 

Jeżeli jednak nasza solidarność z paryżanami ma się sprowadzać do zmiany zdjęcia profilowego, to jestem na nie. Bo to nie zdjęcia profilowe świadczą o wsparciu i poczuciu solidarności. W końcu obserwując strumień facebookowych postów, zauważyłam, że ci, którzy zdjęć profilowych nie zmieniają, z jakiegoś dziwnego powodu zaczynają się tłumaczyć, dlaczego tego nie robią. To jakiś przymus, żeby napędzać biznes Zuckerberga?

Jeden z dziennikarzy muzycznych, tłumacząc się właśnie, trafnie napisał, że Facebook nie proponuje nam tego, kiedy giną ludzie w Kenii czy w Rosji. Tak jak nie proponował nam tego, kiedy ginęli ludzie w Beirucie, Bagdadzie, kiedy w Libii walczono o wolność.

Karolina z bloga Podróże Dziewczyny Spłukanej mieszka we Francji i pisze tak: "Terroryzm jest problemem XXI wieku. Nikt się w tej sprawie nie wykłóca. Ale terroryści to nie są zdrowi na umyśle ludzie. To nie są uchodźcy uciekający w kierunku obietnicy lepszego życia. To NIE SĄ wszyscy muzułmanie. A Francuzi nie są ślepi i głupi."

Problem imigrantów jest mi bliski z różnych powodów. Nie o wszystkich tu napiszę. Przez jakieś dwa lata mieszkałam w kraju, w którym językiem urzędowym jest język arabski, a 97 proc. osób to muzułmanie. I wśród nich są także lekarze, którzy na co dzień ratują życie innym ludziom.

Zobacz też: Libia. Mój ogród Eden

Nie będę zmieniać zdjęcia profilowego na Facebooku ani wrzucać hejterskich i agresywnych komentarzy o tym, że islam to całe zło tego świata, bo to nie tak. 

Pozwolę sobie zacytować słowa przyjaciela z Japonii - Yujiego, który na co dzień propaguje ideę szerzenia pokoju na świecie.

 Not only for Paris, but we need to pray for this world.
Not only Paris, but nowadays many places so many innocent people
suffer from this world situation.

What we need to do is not to hate each other,
but we need to know that we can love each other.
Love is the only way to make world a better place.

As we love family, sister & brother, we can love the others.
As we thank family, sister & brother, we can thank the other.
As we show family, sister & brother our kindness, we can show the others our kindness.
As we show family, sister & brother forgiveness, we can show the others our forgiveness.
As we show family, sister & brother apology, we can show the other our apology.
As we show family, sister & brother compassion, we can show the other our compassion.

All religions teach us how to make a world a better place, how to make a world a peaceful place from our behavior.
Don't hate anybody because of the differences of religious believes.
Don't hate anybody because of the differences of skin color.
Don't hate anybody because of the differences of way of thinking.

We all have same humanity in our heart, nothing different.
We are all same, I love everybody, I thank everybody, I respect all differences.

Jestem przekonana, że niosąc idee pokoju i miłości, możemy zrobić więcej aniżeli zmieniając zdjęcie profilowe na Facebooku. 

Łączę się w bólu z Paryżem.



Polub na Facebooku